Decluttering w Gliwicach – pokój dziecka, w którym zabawki wreszcie mają swoje miejsce

Pokój dziecka w Gliwicach. Regał, szafa, dwie szafki górne, miejsca właściwie nie brakowało. Klocki i tak leżały na podłodze, gry piętrzyły się jedna na drugiej, a prace plastyczne były w czterech różnych punktach pokoju.

Półek było dość. Brakowało tego, żeby każda rzecz miała gdzie wracać.

Sytuacja wyjściowa

Klientka zgłosiła się w sprawie pokoju córki. Mówiła, że sprzątają w soboty, a w środę wygląda tak samo. To zdanie słyszę w większości realizacji z dziećmi.

Klocki były w kilku miejscach naraz: na blacie regału, na podłodze obok, w pudełkach po innych zabawkach. Zbudowane zestawy stały tam, gdzie skończyła się zabawa. Instrukcje leżały luzem między książkami. Z LEGO tak bywa. Zestaw ma kilkaset elementów, dziecko buduje, po tygodniu rozkłada, a części lądują tam, gdzie akurat jest luka.

Gry leżały poziomo, jedna na drugiej. Żeby wyjąć tę ze środka, trzeba było zdjąć cztery leżące wyżej, więc w praktyce grało się w dwie z wierzchu. Reszta była poza obiegiem, chociaż stała na widoku.

Książki wciśnięte bokiem w szczelinę nad grami.

Prace plastyczne to zawsze najtrudniejsza kategoria. Rysunki, kolorowanki, naklejki, wycinanki. Trudno je wyrzucić, bo dziecko je zrobiło, i trudno przechować, bo papier nie ma kształtu, który by się układał. Tutaj leżały w kartonie, na górnej półce i między książkami.

W szafkach górnych była pościel, ręczniki, pudełka po butach i walizka. Rzeczy dorosłych, zajmujące miejsce w pokoju dziecka.

Co zrobiłam

Zaczęłam od wyciągnięcia rzeczy z całego pokoju, kategoriami. Nie porządkuję półka po półce. Najpierw zbieram z całego pomieszczenia wszystko, co należy do jednej grupy, i dopiero wtedy widać, ile tego naprawdę jest i gdzie powinno mieszkać.

Potem przegląd. Z Klientką i córką przeszłyśmy zabawki: co jeszcze wchodzi w grę, co wyrosło, co jest zepsute. Gry sprawdziłyśmy pod kątem kompletności, część dało się uzupełnić, część poszła dalej.

Rzeczy dorosłych wyszły z pokoju albo powędrowały na najwyższą półkę. Jeśli połowa szafy w pokoju dziecka to pościel, dziecko nie korzysta z połowy własnej szafy.

Na koniec pojemniki, etykiety i kwadrans z córką na pokazanie, gdzie co wraca. Ten ostatni punkt bywa pomijany, a od niego zależy, jak pokój będzie wyglądał za miesiąc.

Klocki – regał i przestrzeń wokół

Z LEGO są właściwie dwa osobne zadania. Luźne klocki trzeba gdzieś zmieścić, a zbudowanych zestawów nie zniszczyć. Model, którego dziecko nie chce rozłożyć, zajmuje pół blatu i zbiera kurz, ale wciśnięty do pojemnika rozpadnie się przy pierwszym ruchu.

Zbudowane modele trafiły do przezroczystych szuflad modułowych. Mieszczą się w całości, widać je przez front, nic nie trzeba rozkładać. Ogród z serii Friends i remiza z City stoją w środku i córka widzi je bez otwierania.

Luźne klocki zostały tam, gdzie były, czyli w pojemnikach TROFAST. Mebel był dobry, więc go nie ruszałam. Dołożyłam etykiety i rozdzieliłam zawartość na LEGO i LEGO Duplo, czyli według wieku. Duplo jest już właściwie wyrastane, więc siedzi w dolnym, największym pojemniku, dalej od ręki.

Dwie szuflady dostały etykietę „Plastyczne”. Kredki, flamastry i drobiazgi do rysowania, wcześniej rozsypane po całym regale.

Domek dla lalek i lampka-astronauta zostały na wierzchu. Nie wszystko musi być schowane, wystarczy, że ma wokół siebie miejsce.

Zabawki – jednolite pudełka z opisem

Nazwy kategorii ustalałyśmy z córką. Dlatego na jednym pudełku jest „Do rysowania lalek”, a nie „Kreatywne”. Tak nazywa tę zabawę i pod taką nazwą trafi z powrotem na miejsce.

Reszta podpisów: Majsterkowanie, Kasa / słuchawki, Zabawki, Gry – mniejsze.

Pojemniki są tylko w dwóch kolorach, czarne i białe. To celowe uproszczenie. Pokój dziecka jest kolorowy sam z siebie, a dziesięć pojemników w dziesięciu odcieniach sprawia, że oko nie ma gdzie odpocząć i wszystko dalej wygląda na bałagan, nawet po posprzątaniu.

Gumki do plecenia zostawiłam tak, jak były: w przezroczystym organizerze z przegródkami, posortowane kolorami. To akurat działało.

Gry i książki – pionowo zamiast na stosie

Książki stoją grzbietami do przodu, podparte drewnianymi ogranicznikami. Widać każdy tytuł, więc dziecko wybiera wzrokiem, zamiast rozgrzebywać stos. Kiedy rzeczy stoją, wyjęcie jednej nie rusza pozostałych. Przy poziomym stosie każde sięgnięcie rozwala resztę.

Półka nad książkami jest prawie pusta. Stoi tam pudełko „Play-Doh” i płaska walizka na klocki. Zostawiam takie miejsca celowo, bo system zapełniony w stu procentach nie przetrwa pierwszych urodzin ani świąt.

Pod książkami są pojemniki „Koraliki” i „Majsterkowanie”, a nad nimi półka podpisana „Samochody”. Etykieta na krawędzi półki robi coś innego niż etykieta na pudełku. Mówi, co ma na tej półce stać, również wtedy, gdy pudełko jest akurat wyjęte.

Prace plastyczne – najtrudniejsza kategoria

Papiery poszły do pionowych pojemników na dokumenty. Dziesięć sztuk: cztery na prace plastyczne, dwa na kolorowanki, po jednym na instrukcje LEGO, artykuły papiernicze i naklejki.

Te cztery pojemniki na prace to ustalony limit. Ilość makulatury narasta szybciej niż cokolwiek innego i nie ma naturalnego momentu, w którym się kończy, bo nikt nie wyrzuci rysunku dziecka ot tak. Kiedy czwarty pojemnik się zapełnia, siadamy z dzieckiem i przeglądamy najstarsze prace. Część fotografujemy i oddajemy na makulaturę, część zostaje. Wybiera dziecko, a pojemnik wyznacza tylko moment, w którym trzeba wybrać.

Instrukcje LEGO dostały własny pojemnik. Wcześniej ginęły między książkami, więc zestawy budowało się z pamięci albo wcale.

Szafki górne – strefa rzadkiego dostępu

Ręczniki i kocyki trafiły do miękkich pojemników z pokrywą, podpisanych tak samo jak cała reszta. Wcześniej pościel leżała luzem, więc wyjęcie jednej rzeczy oznaczało wyciągnięcie całej sterty.

Podpisana jest też krawędź półki, nie tylko pojemnik. Po wyjęciu pojemnika nadal wiadomo, co tu wraca.

Górne szafki to strefa rzeczy sezonowych lub rzadko używanych. Dziecko tam nie sięga, więc trzymanie tam zabawek nie miałoby sensu.

Co wykorzystałam do realizacji

  • Przezroczyste szuflady modułowe — zbudowane zestawy LEGO
  • Pojemniki IKEA TROFAST, które już były w pokoju — luźne klocki, osobno LEGO i Duplo, plus artykuły plastyczne
  • Kartonowe pudełka z pokrywą, czarne i białe IKEA FJÄDERHARV — zabawki i akcesoria
  • Pionowe pojemniki na dokumenty IKEA FJÄDERHARV — prace plastyczne, papiery, instrukcje
  • Miękkie pojemniki zamykane na zamek IKEA SKUBB — tekstylia w szafkach górnych
  • Podpórki do książek
  • Etykiety Przestrzeń Od Nowa — jeden wzór w całym pokoju
  • Ściereczki z mikrofibry Raypath — przecieram nimi półki i fronty przed ułożeniem rzeczy. W pokoju dziecka pracuję na sucho i na wodzie, bez chemii, bo z tymi powierzchniami dziecko ma kontakt przez cały dzień.

Pojemniki kupuję zawsze po przeglądzie. Zanim nie wiadomo, ile rzeczy zostaje, każdy zakup jest zgadywaniem, a niedopasowany pojemnik albo wraca do sklepu, albo zostaje w domu jako kolejna rzecz do przechowania.

Czas realizacji

Zakrespokój dziecka – regał z klockami, szafa z zabawkami, regał z grami i książkami, dwie szafki górne
Czas pracy na miejscu10 godzin
Przygotowanie i zakup rozwiązań4 godziny
Liczba osób1 organizatorka

Miejsce realizacji

Realizacja w mieszkaniu w Gliwicach. Decluttering i organizację przestrzeni prowadzę na terenie Gliwic i całej aglomeracji górnośląskiej.

Opinia Klientki

Pokój mojej córki wreszcie nabrał kolorów i wyrazistości! Wszystko jest na swoim miejscu, aż chce się w nim spędzać czas i bawić. Córka teraz chętnie odkłada zabawki na miejsce, czego wcześniej nie robiła. Ewelina zadbała o każdy detal, pokazała wiele świetnych patentów oraz wykazała się zrozumieniem naszych potrzeb. Gorąco polecam!

— Katarzyna, Gliwice

Przewijanie do góry